aga-baba-jaga blog

    Twój nowy blog

    Przyszla dzis kwietniowa Rewia Rozrywki. Pierwszy raz w zyciu nie bede miala z kim dorozwiazywac „Z przymruzeniem oka”. Obie zawsze mialysmy haslo, ale Ona zawsze miala rozwiazane wiecej. Nieporownywalnie byla w tym lepsza, od zawsze i do konca.

    Dzis minely rowno dwa tygodnie odkad nastala wszechogarniajaca pustka. Ucze sie jak z nia zyc, ale na razie nijak nie umiem.

    MC wrocila wczoraj ze szkoly z nowym slowkiem. „Ninia”. Hmmm. Oboje z G probowalismy podpytac o co chodzi, ale bez rezultatu. Do czasu gdy MC wspiela sie na lezacy (jak stoi to wspiecie sie nan zajmuje MC 2 sekundy, a stad juz tylko maly moment do tanczenia na blacie, wiec), zdjela zen mini-dynie i oznajmila radosnie „ninia!”. Moje pol-polskie puchate malenstwo*. Faktycznie probowalam jej, przy okazji kupowania dyn duzych (zadna nie wydrazona jeszcze, aaa!) nauczyc jak sie toto nazywa w jezyku matczynym. Widac „dynia” przypadla jej do gustu bardziej od slowa „pumpkin”. Godne odnotowowania, bo zazwyczaj wybiera angielski, choc po polsku wszystko rozumie.

    *od paru dni malenstwo widzac swoje zdjecie nazywa siebie: „dzidzia”. Rychlo w czas :)

    MC marudzi, nie placze,  a jojczy (dajcie mi cierpliwosc, jojczenie to najgorsza forma komunikacji, wg mnie, obecnie, pewnie bedac w wieku MC i ciut pozniejszym tak nie uwazalam, ale coz).

    Pytam: „O co chodzi? Co ty bys wlasciwie chciala?”

    MC (z lobuzerskim blyskiem w oku i niewinnym polusmieszkiem): „A cookie?”

    Tja.

    No juz juz, skoro tak brakuje moich wpisow blogowi.pl, niech ma. Nawet haslo za drugim podejsciem weszlo.

    Zaczal sie trzeci tydzien* „szkoly”. Na prawo i na lewo trwa istne pandemonium, placz, zawodzenie, ryki. Wszak dzieci zakumaly, dokad przyszly i ze mamy za chwile je zostawia. A co robi moja corka zwana Mala Cwaniara (w skrocie MC)? Przestepuje z nogi na noge przy jeszcze zamknietych drzwiach i czeka z niecierpliwoscia, by ja wpuscili do klasy. Po czym nawet nie oglada sie za siebie i wparowuje don z nieklamana radoscia**.

    * „szkola” jest raz w tygodniu, na 4h :)

    ** tak, swiadomam, ze moze jej sie to w kazdej chwili zmienic i przepoczwarzy sie w przylepe nie chcaca mamy opuszczac.

    Postanowilam (zobaczymy, moze to byc kolejny slomiany zapal, nic nie wykluczam:)) zapisywac co slychac u MC wlasnie tutaj, zamiast kolejnego bloga. Z dnia na dzien staje sie coraz bardziej interaktywna i wreszcie bedzie o czym pisac.

    Wrocilam wiec teraz do domu sama (za godzine juz ja odbieram), kocia czesc rodziny jest wrecz wniebowzieta. I postuluje, by MC oddac do szkoly z internatem :)

    Haslo do bloga pamietalam. Za pierwszym razem weszlo.

    Cierpie na chroniczny brak czasu.

    Do uslyszenia za hmmm, 18 lat? Nie no, moze wczesniej.

    Balansuje pomiedzy filozofia „one day at a time”, a zamartwianiem sie na tygodnie, miesiace w przod. Zalezy od dnia.

    Poniedzialki-wtorki-srody-czwartki-oraz-piatki spedzam na 2.5h dojazdach do roboty (1h15 w jedna strone. Co-dzien-nie. Od po-przerwie Wielkanocnej. A to niby zima mialo sie stac w gigantycznych korkach, tak? A latem luz. Mhm, jasne)

    Ze mam tego dosc to chyba nie musze pisac? No.

    Takze nie wiem, nic nie wiem.

    (oczywiste, ze gdyby nie wzgledy finansowe. i to takie typu, „przezyc”, a nie „lepiej zyc”, pieprznelabym robota zaraz po powrocie z macierzynskiego)

    No. To pa.

    (notke sponsoruje zapalanie zatok, dzieki ktoremu siedze w domu. Zaoszczedzilam 2.5h na dojazdach to sobie moglam popisac)

    Zdaje sie, ze ten rok spedze na pluciu sobie w brode, ze. I bezsilnej nienawisci do wlasnego zycia. I gigantycznym poczuciu winy.

    Z jednego, jedynego powodu, a mianowicie, ze corke nie-spiaca bede ogladac 2x na tydzien. W soboty i w niedziele. Bo od poniedzialku do piatku nie bedzie mnie w domu minimum 12h.

    Nienawidze za to Stanow z calego serca. Bede mocno kombinowac co zrobic, by taki stan rzeczy zmienic. Jednoczesnie zdajac sobie sprawe, ze szanse na takowy obrot spraw sa tak bliskie zeru, ze z miejsca chce sie skulic w kaciku i rzewnie rozplakac.

    Takze ten, no, szczesliwego nowego roku, nieprawdaz.

    Pazdziernik mija jak z bicza strzelil. Ze niby juz 16ty? Aaa!

    A dlaczego czas tak nagle JESZCZE bardziej przyspieszyl? I dlaczego ostatnimi czasy notki dodawalam bardzo rzadko?

    Ano dlatego:

    Dlatego jutro konczy 3 tygodnie. I jak widac powyzej – jest absolutnie doskonala (i najpiekniejsza ze wszystkich dzieci, na calym swiecie, oczywiscie:)).

    Ha, ze niby ile minelo od dodania nowej notki? Nie miesiac i nie dwa? Pfff, czasie, zwolnij, bo doprawdy. Wiem, wiem tylko przyspieszy on i to prawdopodobnie w zatrwazajacym tempie.

    Blog.pl raz na jakis czas dopomina sie, ze teskni i ze chce nowy wpis, wiec proszzzz. Moze teraz bedzie latwiej tego dokonywac, bo jakis czas temu porzucilam przebywanie na laptopie, a zaczelam na nieuzywanym i kurzacym sie w kacie ipadzie. I wlasnie zainstalowalam sobie aplikacje blog.pl i pp malych czkawkach zadzialala. Tylko literowek robie oniebo wiecej, stukajac tak sobie jedym palcem po ekranie. Nie znosze tego do tej pory.

    Coz by tu, moze o pogodzie. Lipiec stal pod znakiem 100F i wiecej, ciurkiem przez pare tygodni. Z radoscia chodzilam wtedy do roboty, gdyz domowa klima nie wyrabiala ani ani, mimo usilnych staran. Szczesliwie z nastaniem sierpnia pogoda zrobila sie calkiem calkiem i nawet ze dwa tygodnie z hakiem byly cudne. Teraz rownie fajnie jest, choc juz powolutku trzeba zaczynac sie dogrzewac. Jednak jesien jest moja ulubiona pora roku nie bez powodu.

    Coz by tu jeszcze, by za duzo na raz nie napisac (bo jest ryzyko, ze potem znow bede miala ochote zamilknac na kwartal) Acz bede starala sie pisac… Dzieje sie, sporo. Wiec tematow do notek zabraknac nie powinno. Chec musi sie wiec znalezc. Nie ma innej opcji.

    PS Mam opcje na ekranie do klikniecia ‚dodaj wpis do agregatu kulinarnego’, wtf, co zacz ten agregat?

    PS2 Z wielka niecierpliwoscia czekam na final breaking bad. Natomiast ostatni sezon Dextera tak spieprzyli, ze olaboga. A juz ostatnim odcinkiem przeszli doprawdy sami siebie. Wielcem rozczarowana!

    Maj przeminal, nim zdazylam dodac notke. Zamyslilam sie nad tym majem gleboko, pewnie dlatego. A pomyslalam w tym maju o maturach. W tym o swojej. I wyszlo mi, ze minelo od niej 15 lat? Ze, &*@^!, ile?? Aaaaaa. Olaboga. Ani chybi dlatego zaniemowilam, az do teraz.

    Nie, zeby mi sie wydawalo, ze ta cholerna matura byla wczoraj. No ale powiedzmy, gora, 10 lat temu.

    W tymze maju udalam sie takze na zakonczenie college’u siostrzenca (znaczy mezowego siostrzenca, swoich nie posiadam). I tu znow sie zadumalam, albowiem jak to mozliwe, ze urodzeni w 1991 roku moga konczyc czteroletni college? No, halo? 1981 bym zrozumiala, gora 1985.

    Notabene, laska w siostrzencowej commencement speech fajnie wyjasnila, dlaczego im jestesmy starsi tym szybciej czas nam leci. Ale o tym nastepnym razem.

    Notke dodaje w ramach prokrastynacji, by sie nie pakowac. Lece zobaczyc jak sie ma deszczowa pogoda w Polsce. Kaloszy nie pakuje, wiec mam nadzieje, ze deszcz jednak moze na chwile przestanie padac.

    PS 1go lipca google reader przestaje istniec. Wie ktos moze co jest jego najlepszym istniejacym odpowiednikiem? Niby zalozylam feedly, ale nie to samo. W google readerze latwo sie przeszukiwalo subskrybowane blogi, zaznaczalo notki, do ktorych chcialoby sie wrocic, etc. Chce tego samego, gdy juz readera zabraknie. Gdzie to dostac?

    test

    3 komentarzy

    Komentowanie nadal wylaczone, mimo iz mi pokazuje sie, ze dozwolone i nie ruszalam tego nigdy? Hmmm?


    • RSS