![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
aga-baba-jaga bloguje...2009-11-19 03:19:11... Coz. Ostatnio, jak widac, nawet pisac nie mam ochoty. Na ogol zdarza sie to wtedy, gdy jest bdb i jestem b. zajeta czymkolwiek, albo, gdy jest dosc mocno zle. Coz, ekhem. Dobrze akurat teraz nie jest. Nie wiem, dolozyla sie pewnie do tego calego marazmu ta cala magiczna 30tka. Po skonczeniu ktorej napredce podsumowalam minione trzy dekady i doszlam do wnioskow takich, ze nawet nie moge sie tu nimi podzielic. Choc pewnie jestem w ocenie samej siebie (jak zwykle) too harsh. Mimo wszystko, wesole te wnioski nie sa. Ta analogia do Rachel z dwoch notek ponizej to nie byla taka zupelnie z niczego wzieta. Bynajmniej. Az za duzo nas laczy. No, moze juz nie chec posiadania akurat trojki dzieci, badzmy realistami ;) Ale cala reszta juz jak najbardziej. Lacznie np. z niedojrzalym boyfriendem. Acz tu u mnie nie z racji wieku niedojrzalym. I w zwiazku z tym troche niekompatybilnym. Jesli chodzi o spojrzenie (teoretycznie wspolna) na przyszlosc. Niemniej jednak zdaje sobie, ze gdyby nie AN wlasnie to zdaje sie juz by mnie tu nie bylo, bo dalabym sobie spokoj z usilnym szukaniem pracy gdzies pod koniec lutego i spieprzyla byla na dobre. Nie patrzac na obywatelstwo. A dzis, mimo ze nowa praca jaka jest to nawet nie bede probowac opisywac (nikt by nie uwierzyl), do owego obywatelstwa zostalo juz relatywnie malo czasu. Wiec jednak przetrzymam. Zwlaszcza, ze juz nie musze sporo dokladac do zycia tutaj, jak to mialo miejsce na zasilku. Czyli mimo znacznego cut w zarobkach, ekonomicznie przynajmniej jestem na razie na zero (jesli chodzi o comiesieczny cash flow, idealnie na zero - online sobie ostatnio wyliczylam i wyskoczylo mi jak byk: projected monthly savings - 60 USD, hehe). Czekajac z niecierpliwoscia na to upragnione obywatelstwo. Ktore w zasadzie teoretycznie, poki co, mi niepotrzebne. Tzn. dzis zbedne, skoro zakladam, ze wyjade. Ale na dluzsza mete chyba nie zaszkodzi go jednak miec. A nuz zechce tu jednak, predzej czy pozniej, wrocic. Sytuacja na rynku sie diametralnie zmieni, Stany stana sie znowu rajem na ziemi, blah, blah, blah. Albo np. zapragne, bedac juz emerytka, osiedlic sie na Florydzie, czy cokolwiek w tym stylu. Mimo wszystko, nie warto sobie zamykac i tej furtki. Jakkolwiek okropne by mi sie dzis Stany nie wydawaly ;) No i na dzien dzisiejszy widze jedna wymierna (malutka, but still) korzysc - jak zechce pojechac do OZ - nie bede musiala ubiegac sie o wize ;) By odwiedzic tamtejsze kolezanki. Tak, tak, gdyby ktoras z Was to czytala - takie mam, luzno na razie sprecyzowane, ale jednak plany na jesien, wzglednie zime 2010 ;) Bo jak nie teraz to kiedy. Jak juz jestesmy przy podrozach, to do tej pory nie zdawalam sobie sprawy, jak wsciekle w tym roku wytracil mnie brak wyjazdu z E. Nic to, ze byly one tylko 5dniowe. Za to byly bardzo napiete i w te pare dni zwiedzalysmy ile wlezie. Okropny mam w tym roku niedosyt, ze nic nowego w USA w tym roku nie zwiedzilam. Czyli rok podrozowo juz teraz moge spisac na straty. Szkoda. Acz tu, ponownie, obywatelstwo ulatwiloby sprawe - moge sobie dozwiedzac reszte Ameryki Polnocnej w kazdej chwili. A na liscie miejsc jeszcze sporo, oj sporo. I tak to. We wtorek odciski palcow. A za rowno miesiac bede juz w Polsce. Z wizyta swiateczna. Potem jeszcze kilka miesiecy samonarzuconego sobie aresztu. I wielka decyzja - co dalej. skomentuj (5) 2009-11-06 02:59:03 jesiennie Jako, ze dodawanie zdjec wychodzi mi (zwlaszcza ostatnio) o niebo lepiej niz pisanie notek - jesien w Connecticut jeszcze 2 tygodnie temu wygladala tak: ![]() Coz by tu jeszcze? Ano NY Yankees wygraly wczoraj world series, ku mojej niezmiernej uciesze, albowiem oznacza to koniec sezonu baseballowego. I w ogole ciekawi mnie czemu te baseballowe zawody nazywaja sie world series? Skoro zaden inny kraj niz USA w nim nie gra? No nic, grunt ze mamy to z glowy. I do tego wszyscy dokola radosni, bo przeciez kibicowali wlasnie wygranym. Niestety, wlasnie rozkreca sie sezon footballowy. Czyli ze sportami amerykanskimi nie wygrasz, musisz polubic. Acz ja zamiast polubic - sie uodpornilam i jak tylko leca w tv/radiu w aucie (nie moim, oczywiscie) - kompletnie po mnie splywaja relacje z meczy, znaczy sie - moj umysl nie rejestruje i nie probuje przetwarzac potoku slow, rownie dobrze komentatorzy mogliby mowic po chinsku, taka sama bylaby moja reakcja. Poza tym, z wiekiem gnusnieje, co widac i z blogusia zreszta. Pomyslow na notki mam nawet sporo, ale niektore z miejsca autocenzuruje i nie pozwalam sobie o pewnych tematach pisac, o niektorych nie moge, bo przezorny zawsze... Czyli o pracy nie moge, bo a nuz by moje Polki znalazly, a o pracy jako ogole nie mam do powiedzenia za wiele dobrego. O Polkach (calkiem juicy historie by byly) - 50-50. Wiec. A reszta notek zanim sie zmaterializuje to jakos tez odplywa w niebyt. Dzis testowo przegladalam oferty pracy w UK. Nie jest nawet tak zle, a na pewno jest lepiej niz tutaj (przynajmniej jesli chodzi o ilosc ofert). I nadal jestem jednym wielkim wahaniem i rozbija mnie ta niepewnosc jutra na drobny mak. I nijak nie moge sie pozbierac. Papiery na obywatelstwo w konuc wyslalam. US Dep. of Homeland Security przyjal moj czek z otwartymi ramionami i spieniezyl go nad wyraz szybko. Natomiast tutejsza poczta ani ani nie chce przeslac potwierdzenia doreczenia przesylki, ktora niechybnie dojsc przeciez musiala ;) skomentuj (3) 2009-11-04 02:10:59 pohalloweenowo Sexy French school girl i, hmmm, the Naked Man? aka autorka bloga i jej AN (Aktualnie Najblizszy - na potrzeby bloga trzeba bylo wymyslic jakies catchy pseudo, a to akurat pasuje jak ulal) skomentuj (5) 2009-10-28 03:29:58 jesli dzis 28. pazdziernika to... ...Happy Birthday to me! A jako, ze urodziny nadzwyczaj okragle to w bonusie dorzucam: Couldn't have said it better myself, Joey - Why God, why?????????????????? Oraz, o, identyfikuje sie z Rachel i jej zyciowym planem az zanadto (a dokladnie z czym i dlaczego to o tym pozniej, by nie zasmucac urodzinowej notki): skomentuj (12) 2009-10-26 03:58:07 1 dzien? Tak sie odgrazalam, ze jak tylko bede mogla to juz juz wysle te papiery na obywatelstwo. W te pedy. A tymczasem, coz. Jeszcze nie wyslalam. Moze podswiadomie jednak wcale nie chce stad wyjezdzac? (hyhyhy) Jednakoz na chwile obecna mam juz wszystko gotowe. Tylko wydrukowac jutro w pracy (domowa drukarka stanowczo odmowila wspolpracy), wsadzic do koperty i w porze lunchu wyslac. Stroj na Halloween za to przyszedl. Choc do czegos jednego jestem przygotowana. Natomiast zupelnie nie jestem gotowa na te srode, nie, nie, nie. NIE. Jestem calkowicie in denial jesli chodzi o srode. Nie chce i juz. Tyle, ze niejako nikt sie mnie o to czy chce czy nie - nie bedzie pytal. Ugh. (nastepna notka w srode, co by tradycji stalo sie zadosc) skomentuj (4) 2009-10-14 04:07:04 8 dni. No juz, juz. O czym by tu? Z pozytywow - nadal rosna mi pomidory. I dojrzewaja. I sa pyszne. I odkad mam zamiast kilkudziesieciu - pare, parenascie dziennie - zaczelam je bardziej doceniac. I czesciej jesc ;) Myslalam, ze nie przezyja mojego wyjazdu do Polski (temperatury 90F+, opieka nad pomidorami - hmm, powiedzmy mocno srednia, w wyniku czego 75% kazdego krzewu uschlo:)), a tu jaka niespodzianka. Od prawie miesiaca, gdy tylko odeszlo lato (odpukac!!) przestalo mnie dusic i znow czuje, ze zyje. Takze pokornie znosze zzzzimne dni i jeszcze zzzzzzzimniejsze noce (ktore to poloza w koncu kres pomidorom, ktore twardo i na przekor wszystkiemu jeszcze nawet kwitna) i ani ani nie narzekam. Ponarzekac pozwole sobie ewentualnie dopiero przy obfitych opadach sniegu, poki co wszystko gra, jesli chodzi o pogode. Testowo wybralam sie nawet po 3mies. przerwie na gym i jakos przetrwalam juz 2 classes, wiec naprawde nie jest zle. Na gym wybralam sie rowniez, by podreperowac zdrowie psychiczne, bo w pracy bezustannie i nadal chce mi sie wyc. Co dzien i to co dzien coraz glosniej, wiec na gruncie zawodowym nadal dobrze nie jest. Choc staram sie myslec pozytywnie i byc wdzieczna opatrznosci za to, ze prace mam. Jakkolwiek w tejze pracy po rowni pochylej sie zsuwam, ze hej, nieprawdaz. @II*@$#$&@Y$@&*. Szukanie nowej pracy utknelo w martwym punkcie. Bylam nawet na jednym interview i oczywiscie guzik z. Coraz bardziej zzera mnie niepewnosc co dalej i, ponownie dla zdrowia psychicznego, staram sie myslec li i tylko o jutrze. Ew. co za dwa dni. Ale juz myslenie o tym co zrobic co za pol roku mnie przerasta. Bo nie wiem. Nic nie wiem. Bo na przyklad (pomidorami zaczelam to i pomidorami skoncze) przeszmuglowalam ostatnim razem nasionka pomidorow z Polski. Ale nawet jesli zdazylabym je tu posadzic to czy aby na pewno bede tu, by je zebrac? skomentuj (2) 2009-09-27 20:33:36 ... Zbiorowo odpowiadam na komentarze z poprzedniej notki, ze owszem ja tez uwazam te 1,300.03 USD za wizyte w walk-in clinic za rozboj w bialy dzien. I nazywanie sie nie ludziach bez ubezpieczenia, bo nie oszukujmy sie, kazda firma ubezpieczeniowa by takiej wysokosci rachunki wysmiala. I zaplacila ulamek. No ale juz, bylo minelo. W koncu bede musiala zaplacic i ten ostatni rachunek. Bo niebardzo mam sile handryczyc sie z collection agency. Ale sobie poczekaja, na wypadek gdyby po zaplaceniu tego rachunku, znow zachcialo im sie wystawic jakis nastepny. Niewatpliwa wada tego, ze o pewnych rzeczach sie na blogu nie wspomina jest to, ze nie mozna blogowych znajomych (tych plci zenskiej zwlaszcza, choc input kolegow tez moglby byc istotny, dla przeciwwagi, badz wrecz odwrotnie) ot tak poprosic o porade w rzeczonej sprawie (cale szczescie, ze niektorych znam tez pozablogowo, bo bym chyba pekla, jakbym nie mogla sie wygadac ;)). Wiec tak, o. W jednej notce ujac by sie tego nie dalo, wiec pozostaje mi tylko zwinac sie w kaciku i spokojnie przeplakac reszte niedzieli. I jak juz bede w stanie trzezwiej do sprawy podejsc - przemyslec. Co dalej. "Treat people the way you want to be treated" i od tych bliskich i najblizszych oczekuje mniej wiecej (kazdy moze miec gorszy dzien, ale co innego cos takiego, a co innego dzialanie z premedytacja) tego samego. I wczoraj sie b. mocno na tym przejechalam. I niezbyt wiem co z tym fantem zrobic. Poki co, bardzo nie lubie tego stanu, w ktorym mam ochote li i tylko tluc leb o sciane (tutejsze sa kartonowe, wiec w sumie what's the point, ale jednak). Oby wiec szybko minal. Powiem za to jedno - gdyby praca ma nie byla tak chujowa jak jest to bardzo cieszylabym sie, ze juz koniec weekendu i jutro poniedzialek. O. skomentuj (4) |
|